piątek, 18 września 2015

III FORT TWIERDZY MODLIN- FORT W POMIECHÓWKU

Nigdy historia nie była moim konikiem, więc z góry przepraszam jak piszę o czymś oczywistym . Od razu piszę że wiem czym były obozy koncentracyjne, a kilka z nich nawet widziałam. Jednak o tym w Pomiechówku nie wiedziałam i nigdy nie słyszałam.



Obóz znajdował się na terenach III fortu Twierdzy Modlin. Fort wzniesiono w Pomiechówku, na wzgórzu na prawym brzegu Wkry. Obiekt wzniesiono w latach 1883-88 jako największy fort twierdzy. W okresie późniejszym był wielokrotnie modernizowany; wzniesiono między innymi nowoczesną kaponierę przeciwskarpową. W roku 1939 był włączony w polską pozycję obronną. W okresie okupacji mieścił się na jego terenie obóz koncentracyjny. To właśnie tam hitlerowcy zorganizowali jeden z najbrutalniejszych obozów koncentracyjnych II wojny.
Za początek istnienia obozu w Forcie III w Pomiechówku przyjmuje się datę: marzec 1941 roku, kiedy to zaczęto więzić i mordować w nim wysiedlonych Polaków - rolników, starców, dzieci i osoby kalekie. Pierwszą grupę więźniów stanowili rolnicy i ich rodziny z okolic Sochocina, Płońska i Nasielska. W Forcie III więźniowie przebywali w prymitywnych, urągających godności ludzkiej warunkach. W otwartym pomieszczeniu (wzdłuż biegł korytarz), na betonowej posadzce znajdowały się słomiane barłogi. W jednym pomieszczeniu koczowało kilka rodzin. Komando, które każdego ranka kontrolowało pomieszczenia zabierało też zmarłych, których było wielu, ponieważ ludzie w takich warunkach bardzo chorowali a pomieszczenia nie były ogrzewane.
Więźniowie nie mieli bieżącej wody i dostępu do urządzeń sanitarnych. Funkcjonariusze obozu traktowali osadzonych z wyjątkową brutalnością i okrucieństwem. Początkowo o świcie odbywały się apele na zewnątrz budynku.



Fort porastał las. Latryna znajdowała się na zewnątrz i trzeba było do niej iść schodami na górę. Latryna to głęboki dół wypełniony fekaliami i wapnem, nad którym umieszczone były bele drzewa. Było to prawdziwe upodlenie. W marcu 1941 roku Niemcy zaczęli więzić w Forcie III Żydów z miast północnego Mazowsza - m.in. Sierpca, Raciąża, Zakroczymia, Pułtuska, Nowego Dworu Mazowieckiego, Płońska. W czerwcu i lipcu 1941 roku hitlerowcy prowadzili w miastach i miasteczkach rejencji ciechanowskiej akcję, której celem było pozbycie się niezameldowanych Żydów. Ludność żydowską spędzano na rynki i place. Tych, którzy nie mieli przy sobie wymaganych dokumentów wysyłano do getta-obozu w Pomiechówku.Tam byli traktowani z wyjątkową brutalnością, bici, szykanowani i głodzeni. Przez pierwszy tydzień pobytu więźniowie nie dostawali ani żywności ani wody. Nie było żadnych granic dla zwyrodniałego sadyzmu funkcjonariuszy, byli oni panami życia i śmierci więźniów - ich ulubioną "rozrywką" było np. strzelanie do osadzonych jak do ruchomych celów. Aby pozbawić Żydów resztek godności Niemcy kazali im ciągnąć beczkowozy, traktując ich jak zwierzęta pociągowe. Można przypuszczać, że większość Żydów przebywających w Forcie III została zamordowana. Nie wysyłano ich do innych miejsc zagłady lecz mordowano na miejscu lub w okolicznych lasach. Potwierdzają to relacje mieszkańców Pomiechówka, którzy byli świadkami egzekucji. Po bestialskim zamordowaniu Żydów Niemcy przystąpili do przebudowy fortu, adaptując go do przyjęcia nowych więźniów, tym razem Polaków. Do prac budowlanych hitlerowcy zatrudnili polskich robotników.


Przed opuszczeniem fortu funkcjonariusze urządzili w nim jeszcze huczną libację, po czym zniszczyli całą dokumentację więzienną, zacierając w ten sposób dowody swojej zbrodni i 31 lipca 1944 roku wyjechali. Na przełomie sierpnia i września 1944 roku fort został zajęty przez Wehrmacht. Obóz w Pomiechówku był pozbawiony jakiejkolwiek opieki medycznej. Dopiero w maju 1943 roku w Forcie III powstała izba chorych, jednak więźniowie nie byli w niej leczeni. Niemożliwe jest jednoznaczne ustalenie liczby zamordowanych w Forcie III, ponieważ Niemcy już od początku 1944 roku skrupulatnie zacierali ślady swoich zbrodni. W tym celu palili zwłoki najpierw w dołach, a później na specjalnym ruszcie. Hitlerowcy niszczyli również dokumentację więzienną. Stąd na temat liczby ofiar pojawiają się różne informacje - liczba zabitych waha się od 100 do 200 w ciągu miesiąca, natomiast liczba więźniów, która przewinęła się przez obóz w czasie całej okupacji niemieckiej od 50 do 100 tys. W tym miejscu należy wspomnieć, że fort był więzieniem przejściowym, w którym panowała duża rotacja - więźniowie byli w nim przetrzymywani tylko podczas prowadzonego przeciwko nim śledztwa, po jego zakończeniu zostawali mordowani albo wysyłani do innych obozów. Na koniec dodam, że z relacji wielu więźniów (był to obóz przejściowy jak już mogliście przeczytać) warunki panujące w Pomiechówku były gorsze niż w innych obozach.









Obecnie fort jest własnością Agencji Mienia Wojskowego. Możliwe jest jego zwiedzanie, w zorganizowanych grupach, tylko za pośrednictwem Fundacji Park Militarny Twierdzy Modlin.


\

Na koniec dodam, że z relacji wielu więźniów (był to obóz przejściowy jak już mogliście przeczytać) warunki panujące w Pomiechówku były gorsze niż w innych obozach. Jeśli mówią to ludzie, którzy przeszli np. przez Oświęcim to chyba mówi samo za siebie.


Dodatkowo wklejam zdjęcia z  wycieczki do III fortu w Pomiechówku (zdjęcia z internetu) aby zachęcić do wizyty w tym miejscu..































Może ktoś z czytających odwiedził to 
miejsce i podzieli się wrażeniami?




wtorek, 8 września 2015

DWORKI W BLIŻSZYCH I DALSZYCH OKOLICACH WKRY -CZĘŚĆ PIERWSZA-

Dwór w Baboszewie
   Został wybudowany w pierwszej połowie XIX wieku. Majątek należał do rodziny Wołoskich. Od 1909 roku właścicielem został Alfons Młodzianowski. Pod koniec lat 20 XX wieku znowu został zmieniony właściciel. Całość majątku wynosiła 319 ha.
   
Dwór murowany z cegły, otynkowany, na planie prostokąta. Parterowy z poddaszem. Elewacja frontowa silnie przekształcona. Obecnie dwór niezamieszkały i niezagospodarowany. Jest bardzo w złym stanie technicznym. Obecny obszar działki to 0,17 ha. Reszta została wyprzedana. Dwór wystawiony na sprzedaż. 
                                        

Dworek w Bieżuniu    (tu film)
Dworek z długą historią. Historia dworu ma ciągłość od XV wieku- wtedy był obiektem obronnym. W XVI wieku zastąpił go murowany, w tym samym wieku następuje jeszcze jedna rozbudowa dworu w formie renesansowej. Przed potopem szwedzkim został jeszcze raz przebudowany a następnie w czasie potopu- doszczętnie zniszczony.W XVII wieku zostaje odbudowany w formie późno barokowej.Wiek XVIII to czas panowania Zamoyskich. W tych latach był czynnym uczestnikiem historii Polski. W latach 1776-1778 obradowała tam Komisja Praw z Józefem Wybickim i Stanisławem Staszicem. We dworze stacjonował także Stanisław August Poniatowski wraz z Tadeuszem Kościuszko. Dworek do chwili obecnej wielokrotnie zmieniał swoich właścicieli. W latach 1927-1974 należał do Jana Ilskiego. Od 1979 roku należał do Stomilu Piastów, który sfinansował remont obiektu do stanu obecnego. Niestety w 2006 roku dach dworu stanął w płomieniach. Drzwi zostały wywarzone, szyby pobite. Dworek jest w słabej formie. Teraz jest własnością prywatną. 
 


Dwór w Ćwiklinie
    Powstał na przełomie XIX i XX wieku. Właścicielem był Jerzy Marczewski a jego ziemia liczyła 229 ha. Taki stan rzeczy utrzymywał się do końca II Wojny Światowej, tuż po majątek został przejęty przez Skarb Państwa. Obecnie dom stoi niezagospodarowany, zapuszczony, zaniedbany. W okolicy jest mały dziki już park. 
   
         
                                  
                                          
          
         
        
       
         

Dwór w Dalanówku
Dworek powstał powstał pod koniec XIX wieku. W 1905 właścicielem majątku był Lucjan Klamborowski. W 1930 Stefan Sokołowski. Niecałe 20 lat temu (w 1997 roku) kupił go Płoński inwestor , producent win Pan Krzysztof Stankowski. Nic się tam nie dzieję a dworek to ruina. 

     
     
      
      
      


Dworek w Dziektarzewie

Dwór wybudowany w drugiej połowie XIX wieku dla Piechowskich. W posiadaniu Kajetana Piechowskiego i jego synów Karola i Jana do 1939 roku. Po wojnie obiekt służył na mieszkania kwaterunkowe i pełni tą funkcję jeszcze nie tak dawno co przyczyniło się do jego stopniowej degradacji. Obecnie w stanie rozpadu. Dwór reprezentuje cechy stylowe podwarszawskiej drewnianej architektury letniskowej. Budynek drewniany, nieregularna bryła posadowiona na planie prostokąta. Na elewacji frontowej przy zetknięciu się części parterowej z piętrową główne wejście poprzedzone drewnianym gankiem, podtrzymywanym przez cztery słupki, z trójkątnym szczytem przekrytym dwuspadowym blaszanym daszkiem. Do prawego boku dostawiona weranda z dachem wspartym na 11 drewnianych słupkach. Układ wnętrz dwutraktowy, zatarty w wyniku przekształceń powojennych. Dachy dwuspadowe kryte blachą lub papą. Co ciekawe w tym akurat dworze w 1915 roku odbył się bal na którym z oficerami rosyjskimi bawiła się Ciechanowska śmietanka towarzyska. W okolicy jest park z pozostałościami rozległego parku krajobrazowego z I połowy XIX wieku, ze szpalerami grabowymi i starodrzewem. Park został zaprojektowany przez Franciszka Szaniora - warszawskiego planistę. Dworek kilka lat temu uległ totalnemu zniszczeniu przez zalegający śnieg na dachu. Dla tych co chcą zobaczyć jeszcze jego ruiny proponuje wycieczkę jeszcze przed zimą.

















Koniec części pierwszej :) Mam nadzieję, że jeśli ktoś z Was wie coś więcej niż zostało napisane o wymienionych miejscach podzieli się z nami swoją wiedzą, Więcej już wkrótce.














środa, 26 sierpnia 2015

TOP-KAJAK Popielżyn-Górny

   Jak już dawno obiecałam, mała "recenzja" z TOP-KAJAK w Popielżynie Górnym.     
   Z grupką znajomych postanowiliśmy postawić na wypożyczalnię z której jeszcze nie korzystaliśmy. Kajaki zamówiliśmy nietypowo bo dopiero na godzinę 14. Mijałam ich wiele razy, ale mając już swoje pewniaki w Jońcu i Sobieskach nie zwracałam na Top-Kajak jakoś specjalnie uwagi.I tak pod pretekstem sprawdzenia i recenzji dla Was pojechaliśmy.  Miejsce fajne, właściciele bardzo sympatyczni, piękny drewniany dom, czysto, schludnie nie ma co narzekać, ale stało się. Zobaczyłam kajaki. I w głowie: jak tu się wsiada? A jak wysiada? Więc tłumaczę! Wypożyczalnia dysponuję kajakami typu SIT ON TOP. „Kajaki zaprojektowane w Nowej Zelandii do maksymalnie przyjemnej i bezpiecznej zabawy na każdej wodzie… Kajaki bardzo stabilne zarówno przy wsiadaniu, wysiadaniu jak i w czasie płynięcia. Specjalnie wyprofilowany kadłub sprawia, że kajakarz bez najmniejszego wysiłku utrzymuje prosty tor płynięcia ( brak efektu myszkowania na wodzie). Jednocześnie kajak jest łatwy w manewrowaniu. Kajak wyposażony jest w: korek spustowy, uchwyt na butelkę, dwa luki z gumowymi pokrywami, tylną przestrzeń bagażową z elastycznymi linkami i mapnik na przedzie.”- czytamy na stronie.  Super , bo czyste (ogromny plus dla właścicieli że po każdym spływie kajaki są myte, dla tych co będą korzystali jako następni) nowe, jeszcze bez większych znaków użytkowania i ciężkich przygód na rzece ;) Ładne, zgrabne, ale jednak inne- nie są zabudowane . Po paru minutach w Popielżynie jechaliśmy już do Bolęcina. Pan wiozący nas do miejsca startu wspomniał coś o zepsutej tamie w Bolęcinie (nie wiem jaka była prawda, czy aż tyle wody puścili na tamie czy faktycznie coś się tam zadziało). Fakt, faktem woda podniosła się znacząco. Wydawała się bardzo brudna, na wodzie do kolan nie było widać nóg. Nie zniechęciło to nas jak wielu innych kajakarzy. W nerwach jakoś weszłam na kajak. Jakoś to dobre określenie. Kajak jest niezabudowany więc na początku musiałam się przestawić, moja panikująca partnerka (panikująca, ale od lat, stale i niezmiennie w kajaku zawsze razem) też. Co da się od razu zobaczyć to faktycznie kajak jest bardzo stabilny i łatwy do prowadzenia. Trasą z Bolęcina nie płynęłam już parę lat, więc była to miła odmiana. Dzięki podniesionej wodzie nie wpływało się aż tak często w wodorosty, ale miało się wrażenie że stoi się w miejscu.Tak, jakbym prąd w rzece się zatrzymał. Z minuty na minutę, z kilometra na kilometr byłam co raz bardziej przekonana do sit on top. Moje obawy co do wsiadania i wysiadania okazały się totalnie bezsensowne, na kajak siada się jak na deskę

A takie widoki spotkały nas po drodze, niestety już bardzo rzadkie. Określenie Wkry jako "Krutyni mazowsza" co raz bardziej mi się podoba :-)))


Takie przeszkody spotkaliśmy po drodze, Było piiiiiiięknie. To chyba teraz moja ulubiona trasa (Bolęcin- Popielżyn Górny) Szkoda że lato się kończy bo jeszcze chętnie bym raz się z nią zmierzyła.






Chcieliśmy odwiedzić "znajome kąty" ale się nie dało ;) "Parking" cały zajęty. W Sobieskach jest tak fajnie, że nawet teraz jak patrzę na zdjęcie, mam ochotę się spakować i pojechać na piwo :-))






 I kolejne moje ulubione miejsce. Młyn w Jońcu. Nic dodać, nic ująć.




Podsumowując, spływ jak zwykle udany. Wiem, że większość z Was pływa zwykle rankiem, ja też dopiero pierwszy raz skusiłam się na popołudniowe tournee, i nie wiem czy jeszcze bardziej mi się nie podobało. Zachód słońca, większy spokój na rzece... Rozważcie to.








Dodatkowo, bardzo, baaaaaardzo polecam wypożyczalnię TOP-KAJAK. Wiem, że na pewno tam wrócę.